Kategorie: Wszystkie | Notes czytelniczy | O blogu | Wyróżnienie
RSS
niedziela, 13 stycznia 2013

I jeszcze raz z "Planety dobrych myśli":

Nie wszystko musi zostać nazwane

Nie wszystko trzeba rozumieć

Nie trzeba umieścić kropki na końcu każdego zdania

Oto jest. Nowy tag na blogu. Zdaje się, że nazwa pochodzi z jakiejś reklamy; mam nadzieję, że jej Autor, kimkolwiek jest, wybaczy mi zapożyczenie... ;)

Pierwszy czasowstrzymywacz pochodzi z książki Pawlikowskiej:

Oddychaj

Zatrzymaj się na chwilę

zamknij oczy

opuść ramiona

ugnij lekko kolana

wciągnij brzuch

Nie spinaj się

wtedy poczujesz, że

życie

przepływa przez ciebie

Dzisiaj wpadła mi w ręce kolorowa książka podróżniczki i dziennikarki, Beaty Pawlikowskiej, pt. "Planeta dobrych myśli":

    Autorka o sobie 

Czytałam ją dość szybko, zaznaczając strony, do których warto wrócić. Książeczka jest zbiorem refleksji i rad autorki, które inspirują i wspierają budowanie pozytywnej postawy wobec życia i własnej osoby.

Generalnie nie przepadam za poradnikami z półki "jak żyć", ale ten jest wyjątkowy.  Dlaczego? Ponieważ jest napisany w osobisty, prosty, bezpretensjonalny sposób i zawiera w sobie przestrzeń dla czytelnika. Dosłownie - autorka zostawia niejedną pustą stronę z zachętą do tworzenia własnych planet myśli.

Podczas czytania, między wierszami przypomianałam sobie znane mi informacje o Autorce, i miałam wrażenie, że to co pisze, wynika z jej doświadczenia, że jest autentyczne. Dzieli się tym, co jej osobiście pomagało stawać na nogi i się na nich utrzymać. Nie usiłuje stroić min, nie wdrapuje się na katedrę, nie nadyma... raczej dzieli się swoją postawą życiową i przemyśleniami, ilustrując to rysunkami własnego autorstwa. Zbiór życiowych refleksji w przyjemnej dla zmysłów formie - to lubię i prawdopodobnie będę do tego wracać. I na koniec fragmencik ku pokrzepieniu przed jutrzejszym dniem:

Nienawistne trolle żyją dzięki temu, że zwracasz na nie uwagę

Nie istnieją tak długo aż oddasz im swoje emocje

Aż poczujesz żal, smutek, rozgoryczenie, gniew,

aż wzdrygniesz się z odrazy albo poczucia

niesprawiedliwości

(...)

One nie mają żadnej mocy,

żeby cię dotknąć, zmienić albo zatrzymać

Nienawistne trolle sieją tylko zamęt i bałagan,

usiłując cię do niego wciągnąć

TY DECYDUJESZ, czy to im się uda, czy nie

(...)

Twoja złość, oburzenie, niechęć albo żal sprawią,

że będziesz tak samo pełen złych emocji jak człowiek,

którego usiłowałeś oceniać

Więc niech on mówi i robi co chce

a ty myśl pozytywnie o sobie i swojej przyszłości

i SKUP UWAGĘ NA TYM, CO JEST DLA CIEBIE NAPRAWDĘ WAŻNE

RESZTA NIECH PŁYNIE

piątek, 11 stycznia 2013

I jeszcze coś na ukojenie po pracowitym tygodniu.  Lubicie takie sentymentalia;) ?

Tagi: muzycznie
22:44, roug-ette
Link Dodaj komentarz »

 

Wprawdzie książkę Ewy Krasowskiej pt. "Siostry Brontë" przeczytałam w zeszłym roku, ale chciałabym, aby po tej lekturze pozostał widoczny ślad. W czasie, który upłynął od momentu czytania, wiele detali z biografii pisarek zdążyło się już z pamięci ulotnić, ale prawdopodobnie zostało to, co dla mnie esencjonalne.

Co to takiego? Historia Anne, Emily i Charlotte, które dorastają na prowincjonalnej XIX - wiecznej plebanii, z dala od miejsc pulsujących życiem. Mam wrażenie, że los na wielu płaszczyznach okazał się dla nich surowy – chłodny klimat, śmierć matki, postępujący nałóg brata... . W tamtych czasach sam fakt urodzenia się dziewczynką już w istotny sposób ograniczał możliwości rozwinięcia skrzydeł. A one pomimo wszystko, miały swoje talenty i marzenia, za którymi chciały podążać. I były w tym niestrudzenie konsekwentne. W dzieciństwie wraz z bratem spędzały czas przy domowym stole, wymyślając wiersze i opowieści o wspólnie wykreowanym fantastycznym świecie. Z czasem zaczęły pisać własne autorskie fabuły, które opublikowały pod męskimi pseudonimami. Prawdopodobnie to dzięki temu trikowi mogły zaistnieć w czytelniczym świecie. Nierozumiane i "nieprzystosowne" do współczesnego sobie otoczenia, dzięki swoim utworom, wielokrotnie wznawianym, tłumaczonym i ekranizowanym, nawiązują mentalny kontakt z kolejnymi pokoleniami czytelników...

Magia, a może raczej metafizyka literatury.

Poniżej kilka cytatów z mojego przepastnego notatnika, wizerunki pisarek, lata życia oraz tytuły powieści. Niech inspirują...

 CHARLOTTE:

Charlotte wciąż zwracać się będzie do bliższych i dalszych znajomych z prośbami, by dzielili się z nią opinią na temat jej dzieł. Lecz gdy ci z kolei, potraktowawawszy prośby serio, cokolwiek skrytykują, ona jak lwica bronić będzie swego i nie poprawi w tekście ani przecinka. :)

***

"Kiedy opuszcza mnie nastrój (a właśnie mnie opuścił, nie zechciawszy zostawić łaskawie najmniejszej wiadomości kiedy wróci) (...) odkładam pisanie i czekam na jego powrót. Bóg wie, że niekiedy muszę długo czekać" (Ch. B.)

***

Przez następne półtora roku, z wyjątkiem któtkich odwiedzin u Ellen i równie krótkiej wizyty w Scarborough u grobu Anne, nie ruszała się z Haworth.

Pisała "Vilette".

 (1816-1855; Dziwne losy Jane Eyre, Villette, Shirley, Profesor)

 EMILY:

Jeśli jesteście ciekawi Emily, sięgnijcie po powieść jej siostry pt. "Shirley":

(...) po śmierci Emily Charlotte postanowiła swoim kolejnym dziełem złożyć jej hołd i sportretować (...) taką, jaką by była, gdyby żyła w zdrowiu i dostatku. Wmontowała ją więc w fabułę, gdy pierwsza część była już napisana.

 

(1818 – 1848; Wichrowe wzgórza)

 ANNE:

Kiedy współcześni Anne krytycy zarzucali jej "niezdrowe upodobanie do brutalności i gwałtu" (jak rozumiem, w fabułach powieści:) ), odpowiadała:

Ach, czytelniku! Gdyby mniej było wokół owego delikatnego zakrywania faktów – tych szeptów "Spokojnie, spokojnie", gdy spokoju nie ma, mniej grzechu i cierpienia doznawaliby młodzi ludzie, których zostawia się, by swoją gorzką wiedzę wynosili z własnych doświadczeń.

(1820 – 1849; Agnes Grey, Lokatorka Wildfell Hall).

I na koniec cytacik dotyczący Charlotte, ale dedykuję go w formie życzenia Wszystkim, którzy cokolwiek piszą/ marzą o pisaniu:

Wydawcy działali bardzo szybko. Już pod koniec września pisarka otrzymała próbne odbitki do korekty.

Niech się spełnia... :)

 

STYCZEŃ:
1. Diffenbaugh Vanessa: "Sekretny język kwiatów"  ("Z półki 2013")
2. Stuhr Jerzy: "Tak sobie myślę..."
3. Szolc Izabela: "Lęk wysokości" 
4. Ligocka Roma: "Róża. Obrazy i słowa"
5. Pawlikowska Beata: "Planeta dobrych myśli"  


   LUTY:

6. Lessing Doris: "Spacer w cieniu"
7. Lessing Doris: "Pokój nr 19"
8. Matkowski Tomek: "Mysza i Niedźwiedź mają dziecko"
9. Von Arnim Elizabeth: "Elizabeth i jej ogród"

MARZEC:
10. Aboulela Leila: "Tłumaczka"
11. Poprzęcka Maria: "Galeria. Sztuka patrzenia"

 KWIECIEŃ:
12. Prange Peter: "Złodzieje nieba"
13. Ogawa Yoko: "Miłość na marginesie"
14. King Stephen: "Chudszy" (150 z 298 stron - stanowczo wystarczy)
15. Lessing Doris: "Lato przed zmierzchem" (audiobook)
16. Montgomery Lucy Maud: "Emilka ze Srebrnego Nowiu"
 
MAJ:
17. Konopnicka Maria: "Samotna"
18. Brontë Anna: "Lokatorka Wildfell Hall"
 
wtorek, 08 stycznia 2013

Piosenka na wtorek:

Tagi: muzycznie
16:32, roug-ette
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 stycznia 2013

Właśnie dołączyłam do Wyzwania Czytelniczego polegającego na lekturze jak największej ilości książek z własnej półki, biblioteczki, biblioteki.... (czym kto w domu dysponuje:)), które zostały kupione, otrzymane, skradzione?... (jak kto woli) przed pierwszym stycznia obecnego roku.

Mam w czym wybierać, więc ruszam do zabawy.  Właściwie, już ruszyłam, bo noworoczna książka pochodzi z własnych zbiorów. Co za przyjemna synchronizacja...

środa, 02 stycznia 2013
wtorek, 01 stycznia 2013

Witajcie.

Początek roku, dobry czas na zmaterializowanie pomysłu, który już od dawana za mną chodzi, czyli na wykreowanie kawałka własnej przestrzeni w wielkiej sieci. Przede wszystkim zamierzam dzielić się w niej wrażeniami z książek, które pochłonęłam, którymi się delektowałam lub z którymi się zmagałam... . Zatem niech to będą "zapiski z żywota czytelniczki plus..." . Czy i o co je wzbogacę, czas pokaże...

A dzisiaj zakończyłam lekturę "Sekretnego języka kwiatów" Vanessy Diffenbaugh. Kupiłam ją w letniej promocji i odstawiłam na półkę. Czasem po nią sięgałam, ale kończyło się na dotykaniu przyjemnie tłoczonej okładki. Ostatnio, zmęczona brnięciem przez opasłą biografię Goi (którą uroczyście obiecuję zwrócić do biblioteki niedoczytaną), uznałam, że czas na coś lżejszego - "Sekretny język kwiatów".

Poznałam historię Victorii, dziewczyny z charakterem pobrużdżonym doświadczeniami z dzieciństwa, która po opuszczeniu domu dziecka podejmuje swoje samodzielne, dorosłe życie... . Towarzyszyłam bohaterce w jej zmaganiach z sympatią, współczuciem, zaciekawieniem... aż z tyłu głowy przemówił głos rozsądku: "to nie realne", "zbyt uproszczone i polukrowane trochę". "Pewnie tak jest, ale czy literatura musi zawsze być głęboka i do bólu realistyczna? Mogę ją potraktować trochę jak baśń" - odpowiedziałam, przymrużyłam oko i poddałam się opowieści. Bo opowieść, pomimo wielu dramatycznych i bolesnych sytuacji, uwodzi – pięknem kwiatów i winnicy, bezinteresowną dobrocią spotkanych przez Victorię ludzi i miłością, która nawiązując do powieściowej symboliki, jest jak mech, zdolny do spontanicznego wzrostu pomimo braku korzeni.

Takiemu książkowemu uwodzeniu mówię tak. Zwłaszcza, gdy wokół zima. I kolejny długi weekend ma się zdecydowanie ku końcowi. Bezwzględnie wykorzystam go do ostatniej minuty...:)

Dobrej Nocy, niech Wam się przyśnią kolorowe ogrody...

 Ps. Szacunek dla Autorki za to, że w swoim pisaniu odnosi się do tematów znanych z własnego doświadczenia ("pracowała z młodzieżą z biednych środowisk" – jak wieść na okładce niesie).

1 ... 6 , 7
 
O autorze
Zakładki:
2013:
Spis moli
W blogosferze I:
W blogosferze II:
W blogosferze III:
W sieci: