Kategorie: Wszystkie | Notes czytelniczy | O blogu | Wyróżnienie
RSS
poniedziałek, 25 marca 2013

 

Vincent van Gogh, Kwitnące drzewo brzoskwiniowe, 1888

 

Tagi: galeria
20:44, roug-ette
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 marca 2013

 Renoir kojarzył mi się zawsze z lekkością, delikatnymi, pogodnymi kolorami. A tu taka niespodzianka:

Auguste Renoir (1841-1877), Kobieta w woalce; Musee d'Orsay, Paryż

Dziewczyna nie pozuje do obrazu, jest we właściwym impresjonistom sposób zatrzymana w przelotnym ruchu. (...) Jej nieuchwytny profil gubi się w cieniu. Ramiona otula kraciasty szal, a z kapelusza spływa na twarz czarny woal. Jasny policzek, ucho, kolczyk, pasma upiętych włosów - wszystko niczym pajęczyną zasnute jest delikatną, cętkowaną haftem koronką. Raczej właśnie woalka niż umykająca naszemu spojrzeniu kobieta jest bohaterką obrazu. To najbardziej przewrotna z kobiecych ozdób. Zasłania, ale zarazem intryguje.

          (M.Poprzęcka: Galeria. Sztuka patrzenia)

Tagi: galeria
16:36, roug-ette
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 marca 2013

 

 Dosso Dossi (ok. 1480 - 1542); Jowisz, Merkury i Cnota; Zamek Królewski na Wawelu

Dziewczyna, w swym barwnym przebraniu wykonująca namiętny gest, miałaby uosabiać Retorykę, sztukę wymowy i przekonania. Pracujący nad obrazem Jowisz - Malarstwo. Obraz stawałby się zatem argumentem w toczonym wówczas sporze o wzajemne relacje "sztuk siostrzanych" - sztuki słowa i sztuki obrazu. (...) Spór rozsądza tu Merkury: uciszając retorykę, przyznając wyższość Malarstwu, zdolnemu bez słów tworzyć podobne motylim skrzydłom cuda, których słowami wyrazić nie sposób.

          (M.Poprzęcka: Galeria. Sztuka patrzenia)

 

wtorek, 19 marca 2013

Podobnie jak linie na nuty muzyczne pomieścić mogą dowolne akordy, tak samo natura zawiera w kolorze i formie pierwiastki wszelkiego malarstwa.

Ale artysta jest po to, by dając wyraz pięknu, umiał wydobyć, wybrać i skoordynować te pierwiastki, podobnie jak muzyk, który zespala tony i tworzy akordy tak długo, aż zbudzi z chaosu wzniosłą harmonię.

           James Whistler; M. Poprzęcka: "Galeria. Sztuka patrzenia"

 Czy doświadczyliście kiedyś "klęski urodzaju"? Mnie spotkało coś takiego kilka lat temu podczas zwiedzania Muzeów Watykańskich. Kiedy tuż za przewodniczką wycieczki przeciskałam się przez kolejne duszne sale zapełnione po brzegi obrazami oraz tłumami turystów, narastało we mnie uczucie rozdrażnienia i znużenia... Obcowanie z malarstwem wymaga czasu, "świeżej głowy" i wiedzy, dopiero wtedy pojawia się szansa, że obrazy do nas przemówią całym bogactwem znaczeń...

Książka Marii Poprzęckiej, historyk sztuki, dobrze nas do takich sytuacji przygotowuje i uczy, zgodnie z tytułem, umiejętności odczytywania i rozumienia sztuki. Jest to lekcja o tyle cenna, że pozbawiona choćby cienia dydaktyzmu. Autorka prezentuje zestaw subiektywnie wyselekcjonowanych obrazów i rzeźb (od renesansu do czasów współczesnych) i dołącza do każdego z nich miniesej, czy szkic literacki. W swoich tekstach subtelnie wprowadza nas w klimat kolejnych dzieł, pokazuje różnorodne możliwości odczytywania ich znaczeń, podaje informacje pomocne w zrozumieniu kontekstu ich powstania, przytacza wypowiedzi malarzy... Każda strona książki jest jak zaproszenie do nowego, odrębnego świata. A światów tyle, ilu artystów... w niektórych można też spotkać siebie. 

Przypuszczam, że każdy początkujący amator sztuki będzie lekturą usatysfakcjonowany.

poniedziałek, 18 marca 2013

 

Okołowiosennie...  (akryl na płótnie, 60x80)

niedziela, 17 marca 2013

Tagi: muzycznie
19:36, roug-ette
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 marca 2013

Pojechałam, zobaczyłam, wróciłam.

Prowokacja nie należy do mojej ulubionej formy przekazu, ale kiedy weźmie się ją w nawias, to i tak pozostanie kawał dobrej muzyki. I właśnie dla niej warto wybrać się na koncert Marii Peszek. 

I dla zobaczenia radości A. otrzymującego autograf na swojej ostatnio ulubionej płycie;)

Tagi: muzycznie
23:40, roug-ette
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 marca 2013

Z czasem pojęłam, że inspiracja nie razi niczym piorun, nie jest też nieuchwytnym bytem, który trzeba gonić bez wytchnienia, lecz raczej wsącza się w nas powoli, bezgłośnie i bez ustanku... jeśli tylko jej pozwolić. Codziennie dać jej malutką szansę, by zaczęła płynąć, zachęcić ją odrobiną bezruchu i samotności.

                                                             Brenda Ueland (1891-1985) 

Przygotowywałam się do tego malowania jak do wielkiej wyprawy, a od pierwszych nieśmiałych spacerów po sklepie plastycznym do rozpoczęcia pierwszego obrazu niemało czasu upłynęło... Nigdy nie uczyłam się sztuk plastycznych, ale nie potrafię przejść obojętnie wobec papierów, ołówków, podobrazi, pędzli, pasteli i innych pełnych uroku akcesoriów... Od kilku lat wypożyczam i oglądam różne książki o nauce rysunku, przymierzam się do nich i w końcu znalazłam tę, która poderwała mnie do lotu - "Szkoła rysowania i malowania" pod redakcją Simon Tuite.

Urzekła mnie formą. Twarda okładka z obwolutą, ładny papier, wygodny format. Jest piękna. Czytelnik jest stopniowo wprowadzany w dziedziny takie jak: rysunek, malarstwo akwarelowe, akrylowe oraz olejne. Poza podstawowymi informacjami na temat poszczególnych technik oraz szczegółowych wskazówek do wykonania samodzielnych projektów znajdziemy tu również galerię reprodukcji różnorodnych szkiców i obrazów sławnych artystów. Książka cieszy oczy i inspiruje. Jeśli, podobnie do mnie, jesteście malarzami - żółtodziobami, to warto zwrócić na nią uwagę.

Do zdjęcia okładki dorzucam efekt mojej dzisiejszej pracy z książką. Oczywiście, obraz nie jest jeszcze ukończony. Dodam, że zaszalałam, bo płótno ma rozmiar: 80 x 60 centymetrów.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
O autorze
Zakładki:
2013:
Spis moli
W blogosferze I:
W blogosferze II:
W blogosferze III:
W sieci: