Kategorie: Wszystkie | Notes czytelniczy | O blogu | Wyróżnienie
RSS
wtorek, 29 stycznia 2013

Tak sobie myślę, że książki, które nas naprawdę poruszyły, wchodzą do umysłu, do serca i żyją tam własnym życiem. I na dodatek od czasu do czasu mówią:), nie przypadkiem. Dzisiaj przypomniał mi się fragment z "Godzin":

„Tak, myśli Clarissa, czas, żeby ten dzień się skończył. Urządzamy przyjęcia, opuszczamy rodziny, żeby wieść samotne życie w Kanadzie; nie szczędzimy trudu, by pisać książki, które i tak nie zmienią świata, niezależnie od tego, ile włożono w nie talentu i wysiłku, najbardziej szalonych nadziei. Żyjemy, robimy to, co robimy, potem kładziemy się spać - to takie proste i takie zwyczajne. Niektórzy wyskakują z okna, inni się topią czy zażywają zbyt dużo pigułek; znacznie więcej spośród nas ginie w wypadkach; a większość, zdecydowna, jest powolnie trawiona przez choroby lub, jeśli ma trochę szczęścia, tylko przez czas. Na pocieszenie pozostaje jedno: godzina w tym czy w tamtym miejscu, kiedy nasze życie, na przekór wszelkim przeciwnościom i oczekiwaniom, otwiera się nagle przed nami, dając to, co zawsze istniało w naszej wyobraźni, chociaż wszyscy z wyjątkiem dzieci (a może nawet i one) zdajemy sobie sprawę z tego, że po tych godzinach nieuchronnie nadejdą następne, znacznie bardziej ponure i trudne. A jednak lubimy to miasto, cieszymy się porankiem, ponad wszystko żywimy nadzieję na więcej. Bóg jeden wie, dlaczego tak je kochamy.”

Książkę "Godziny" czytałam kilka lat temu i dwukrotnie widziałam ekranizację pod tym samym tytułem. Obie godne polecenia i zasłużenie, moim zdaniem, obsypane nagrodami. Najpierw była powieść Cunninghama inspirowana Virginią Woolf i jej "Panią Dalloway". Powieść - warkocz spleciony z losów trzech kobiet: Virginii Woolf (pisarki), Clarissy (Pani Dalloway przeniesionej w czasie) oraz Laury Brown (postaci wykreowanej przez Autora). Ciekawy miks:). Towarzyszymy bohaterkom w kilku momentach życia i te momenty są jak okna, przez które możemy zajrzeć do ich wnętrza. Możemy poczuć przez chwilę wielowymiarowość życia, schodząc pod powierzchnię z pozoru banalnych zdarzeń czy zachowań i odkrywając, że za każdym kryje się jakieś znacznie. Idziemy w stronę sedna, a ono nie daje się do końca uchwycić. Pozostaje wciąż nęcącą tajemnicą... dlatego prawdopodobnie do lektury "Godzin" wrócę.

Godziny - Michael Cunningham     

  

niedziela, 20 stycznia 2013

Czytam drugi tom autobiografii Lessing: "Spacer w cieniu". Nie znam tomu pierwszego, więc wskoczyłam od razu w dorosłe życie pisarki. Wciągające i szczere (tak mi się wydaje). Zostało jeszcze około 400 stron, więc na dłuższy wpis przyjdzie poczekać.

Tymczasem zamieszczam słowa Autorki ze wstępu do "Złotego notesu" - o czytaniu, a dokładniej o wolności czytania:

Istnieje tylko jeden sposób czytania, polegający na wertowaniu książek w bibliotekach i księgarniach, wybieraniu i czytaniu tylko tych, które przyciągają uwagę, odrzucaniu ich, kiedy nas znudzą, pomijaniu rozwlekłych fragmentów. Nigdy, przenigdy nie czytaj niczego tylko dlatego, że musisz, albo ze względu na modę czy trend. Pamiętaj, że książka, która cię nudzi, gdy masz dwadzieścia albo trzydzieści lat, otworzy przed tobą nowe horyzonty, kiedy będziesz ich miał czterdzieści albo pięćdziesiąt  - i odwrotnie. Nie czytaj książki tylko dlatego, że wypada.

(...) Jeśli będziesz miał otwarty umysł, wszędzie znajdziesz prawdę w słowach, które nigdy nie zostały spisane. Nie pozwól zatem, by druk stał się twoim panem.

(...) Powinni uczyć tak, byś czytał po kolei to, co ci się podoba, byś podążał za intuicją, zaspokajając własne potrzeby. W tym kierunku powinieneś się rozwijać, a nie w tym, by cytować innych.

Doris Lessing 

piątek, 18 stycznia 2013

Roma Ligocka

Być może znacie Romę Ligocką z lektury jej autobiograficznej powieści pt. "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku". Tym razem Autorka znów snuje opowieść o sobie i swoim, także dorosłym, życiu, wzbogacając ją akwarelowymi obrazami. Pourywane nitki wspomnień, impresji, snów i refleksji wydają się układać w pajęczynę, piękną i kruchą.

To ciekawe, że kiedy myślę o tej książce, to nieposłuszne słowa nie chcą układać się w zdania, stojąc na straży swojej pojedynczości. Może ma to związek z przedstawionym w niej światem - zniszczonym przez wojnę, pozbawionym podstawowych struktur, światem, który trzeba zbudować na nowo, zaczynając od małych cegiełek... Cegiełki - słowa, cegiełki - obrazy, cegiełki - barwy...

ból... zranienie... ciemność... strach... czerń... smutek... błękit... nostalgia... sepia... stara fotografia... samotność... zmysłowość... erotyka... czerwień... kruchość...

... i miłość do życia, pomimo wszystko.

A to garstka ulubionych cytatów:

Od czasu do czasu przed naszym domem zatrzymuje się wczesnym rankiem dorożka i jedziemy do ogrodu botanicznego. W tajemniczym ogrodzie nie istnieje ani czas, ani strach, nie ma Niemców i ich zakazów. Jestem tylko ja i zaklęte drzewa, które szepczą mi swoją opowieść, kolorowe kwiaty, które wyłaniają się z ziemi jak żywe szlachetne kamienie, i milczące czerwone i białe ryby w bajecznym stawie. Widziałam nawet kosa. Wygląda dokładnie tak jak na okładce książki. Trochę się go boję, tak jak zresztą wszystkich ptaków i zwierząt. Siedzę w zacienionym kącie i buduję z gałązek maleńkie mosty oraz niewielkie szopy i ogródki. Szepczę przy tym do siebie i opowiadam sobie historie.

Siadywaliśmy sobie tak razem z wujkiem, pogrążeni w czułym milczeniu lub nieśpiesznej rozmowie, w której najważniejsze było to, że się lubimy. Był człowiekiem małomównym, dobrym i skromnym. Nie umiałabym pewnie wtedy tego tak nazwać, ale bezbłędnie czuło to moje dziecięce serce. Do dziś, zapewnie po nim, zostało mi upodobanie do ludzi takich jak on - cichych, nieśmiałych...

Od lat mam wciąż powracający sen. Śni mi się, że gdzieś w obcym mieście wsiadam zmęczona do taksówki, mówię taksówkarzowi po prostu: "do domu" - a on wie, gdzie to jest. Zna adres i zawozi mnie tam - mimo iż ja sama nigdy go nie odnalazłam - do domu.

 

środa, 16 stycznia 2013

Oto jest. Mój pierwszy blogowy stosik. Wygląda tak: :)

Pierwszy stosik

Skąd się wziął? Skłamałabym, utrzymując, że moja biblioteczka świeci pustkami i musiałam ją uzupełnić... Po prostu trafiłam na noworoczną wyprzedaż w pewnej internetowej księgarni i uznałam, że nieskorzystanie z niej było poważnym błędem zaniechania.  Zatem, aby nowy rok rozpocząć z czystym sumieniem, dokonałam zakupów ;).

Na stos wrzuciłam promocyjne książki:

1 - David Nicholas: "Jeden dzień" - wybrałam z nadzieją na coś lekkiego i mądrego; urzekł mnie pomysł na opisanie losów bohaterów poprzez przedstawianie pojedynczych dni z ich życia, więc ochoczo zabrałam się do czytania... i rozczarowanie; z trudem przebrnęłam przez kilknaście pierwszych stron, styl jak z płytkich romansideł... odłożyłam... może dam jej jeszcze drugą szansę, zobaczymy;

2 - Nadżib Mahfuz: "Rozmowy nad Nilem" - byłam ciekawa, jak i o czym w Egipcie piszą, zwłasza, że całkiem niedawno miałam okazję pooddychać kairskim klimatem; ciekawostka: autor jest laureatem Nagrody Nobla (1988);

3 - Heloneida Studart: "Osiem zeszytów" - już od dawna rzucałam na nią okiem w różnych księgarniach, teraz mogę ją mieć; ciekawy temat, interesująca postać autorki i nadzieja na poobcowanie z dobrym pisarstwem;

4 - Richard Yates: "Zakłócony spokój" - jestem ciekawa, jak pisze; okładka książki dumnie głosi, że mamy do czynienia z "jednym z najznakomitszych powieściopisarzy dwudziestego wieku", no, no...

5 - Doris Lessing: "Spacer w cieniu" - tu ważna postać, coś mi każe do niej wracać; był "Złoty notes", "Piąte dziecko", teraz słucham "Lata przed zmierzchem"... (o wrażeniach innym razem); tym razem książka otwarcie autobiograficzna - już czytam z przyjemnością;

6 - Hanna Krall: "Wyjątkowo długa linia..." -  klasyka polskiego reportażu, dobre pisanie, ale tematyka często porażająca i ze względu na nią jakoś mi do lektury nieśpieszno...

7 - Mordecai Richler: "Wersja Barneya" - coś dla rozrywki, mam nadzieję:)

8 - Tim Davys: "Amberville" - gratis od księgarni, bliżej nieokreślony na razie...

 

... oraz pomarańczę aromatyzowaną goździkami...

Dobrej nocy. Czy miewacie pachnące sny? 

poniedziałek, 14 stycznia 2013
niedziela, 13 stycznia 2013

I jeszcze raz z "Planety dobrych myśli":

Nie wszystko musi zostać nazwane

Nie wszystko trzeba rozumieć

Nie trzeba umieścić kropki na końcu każdego zdania

Oto jest. Nowy tag na blogu. Zdaje się, że nazwa pochodzi z jakiejś reklamy; mam nadzieję, że jej Autor, kimkolwiek jest, wybaczy mi zapożyczenie... ;)

Pierwszy czasowstrzymywacz pochodzi z książki Pawlikowskiej:

Oddychaj

Zatrzymaj się na chwilę

zamknij oczy

opuść ramiona

ugnij lekko kolana

wciągnij brzuch

Nie spinaj się

wtedy poczujesz, że

życie

przepływa przez ciebie

Dzisiaj wpadła mi w ręce kolorowa książka podróżniczki i dziennikarki, Beaty Pawlikowskiej, pt. "Planeta dobrych myśli":

    Autorka o sobie 

Czytałam ją dość szybko, zaznaczając strony, do których warto wrócić. Książeczka jest zbiorem refleksji i rad autorki, które inspirują i wspierają budowanie pozytywnej postawy wobec życia i własnej osoby.

Generalnie nie przepadam za poradnikami z półki "jak żyć", ale ten jest wyjątkowy.  Dlaczego? Ponieważ jest napisany w osobisty, prosty, bezpretensjonalny sposób i zawiera w sobie przestrzeń dla czytelnika. Dosłownie - autorka zostawia niejedną pustą stronę z zachętą do tworzenia własnych planet myśli.

Podczas czytania, między wierszami przypomianałam sobie znane mi informacje o Autorce, i miałam wrażenie, że to co pisze, wynika z jej doświadczenia, że jest autentyczne. Dzieli się tym, co jej osobiście pomagało stawać na nogi i się na nich utrzymać. Nie usiłuje stroić min, nie wdrapuje się na katedrę, nie nadyma... raczej dzieli się swoją postawą życiową i przemyśleniami, ilustrując to rysunkami własnego autorstwa. Zbiór życiowych refleksji w przyjemnej dla zmysłów formie - to lubię i prawdopodobnie będę do tego wracać. I na koniec fragmencik ku pokrzepieniu przed jutrzejszym dniem:

Nienawistne trolle żyją dzięki temu, że zwracasz na nie uwagę

Nie istnieją tak długo aż oddasz im swoje emocje

Aż poczujesz żal, smutek, rozgoryczenie, gniew,

aż wzdrygniesz się z odrazy albo poczucia

niesprawiedliwości

(...)

One nie mają żadnej mocy,

żeby cię dotknąć, zmienić albo zatrzymać

Nienawistne trolle sieją tylko zamęt i bałagan,

usiłując cię do niego wciągnąć

TY DECYDUJESZ, czy to im się uda, czy nie

(...)

Twoja złość, oburzenie, niechęć albo żal sprawią,

że będziesz tak samo pełen złych emocji jak człowiek,

którego usiłowałeś oceniać

Więc niech on mówi i robi co chce

a ty myśl pozytywnie o sobie i swojej przyszłości

i SKUP UWAGĘ NA TYM, CO JEST DLA CIEBIE NAPRAWDĘ WAŻNE

RESZTA NIECH PŁYNIE

piątek, 11 stycznia 2013

I jeszcze coś na ukojenie po pracowitym tygodniu.  Lubicie takie sentymentalia;) ?

Tagi: muzycznie
22:44, roug-ette
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
Zakładki:
2013:
Spis moli
W blogosferze I:
W blogosferze II:
W blogosferze III:
W sieci: