Blog > Komentarze do wpisu

Yoko Ogawa: "Miłość na marginesie"

To nie jest historia romantycznej miłości. Nie znajdziemy tu nic w rodzaju: poznali się, zakochali, przeszkody pokonali. "Miłość na marginesie" to powieść daleka od schematyzmu.

Młoda kobieta, której imienia nie znamy, tuż po odejściu męża zapada na dziwną chorobę słuchu przejawiającą się nadwrażliwością na odgłosy pochodzące z zewnętrznego świata i omamami w postaci dźwięków skrzypiec oraz fletu. Wewnętrzna muzyka jest zaproszeniem do zbadania własnego wewnętrznego świata. Nasza bohaterka staje przed ważnym życiowym zadaniem: z fragmentarycznych wspomnień próbuje odtworzyć i zrozumieć historię swojego życia. Z pomocą przychodzi jej stenograf o wdzięcznym imieniu Y ;)... .

Ogawa przedstawia świat przefiltrowany przez wrażliwe zmysły bohaterki, dzięki czemu zanurzamy się w klimat pełen wyciszenia, delikatności, zmysłowości odkrywającej piękno zaklęte w detalach codziennej rzeczywistości, takich jak pierwszy śnieg, niebo widziane z balkonu, meble - antyki czy zwinne palce stenografa pracowicie zapisujące wypowiadane słowa... Dobrze było mi w tym świecie, choć wraz z bohaterką poczułam się trochę zagubiona.

"Miłość na marginesie" trafia na półkę: "do powtórnego przeczytania w przyszłości", co jest najwyższą formą docenienia:). To druga pozycja z "Serii z miotłą", na której się nie zawiodłam.

I garstka cytatów:

- Jeśli znów będę słyszała, tak jak dawniej, to co takiego usłyszę? Wydaje mi się, że wszystkie ważne w moim życiu dźwięki, jeden po drugim, odchodzą ode mnie. Kiedy opuszczę szpital, tam już nie będzie nic. Żadnego dźwięku, który chciałabym usłyszeć i zatrzymać w sercu. Skoro tak, to po co mi uszy? (...)

- Nie martw się. Masz piękny głos. Nawet jeśli wszystkie inne dźwięki znikną, twój głos zostanie.

***

Jeśli ktoś wypowiada zdanie pełne emocji, długopis, chcąc nie chcąc, wychwytuje je z powietrza i uwiecznia na papierze. W przypadku pięknych uczuć nie ma z tym problemu, ale na tym spotkaniu nikt nie miał czystych intencji. Tak jak ludzie ranili się słowami, tak moje palce zadawały ból literom.

***

Moje obecne uszy i te sprzed dziesięciu lat mają ze sobą wiele wspólnego. Myślę, że one żyły przez ten czas własnym życiem, żywiąc się wspomnieniami, których ja się wyrzekłam.

***

Dzięki tobie zrozumiałam, że powinnam być bardziej wyrozumiała dla swoich uszu. Twoje palce i te niebieskie powyginane znaki sprawiają, że mam dla siebie dużo ciepła. Myślę, że moje uszy potrzebują czegoś, co nie ma kolców. Potrzebują wspomnień, które czas wypieścił i pozbawił cierni. Takich, które mnie nigdy nie zraniły. Które nie pozostawiły po sobie blizn ani bólu. Musiałam swoje uszy bardzo źle traktować i one same postanowiły o siebie zadbać.

 

 

sobota, 06 kwietnia 2013, roug-ette

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: