Blog > Komentarze do wpisu

W poszukiwaniu samotności... - Doris Lessing "Pokój nr 19"

Powyższy tomik to wybór trzech opowiadań ze zbioru pt. "A Man and Two Women": "Opowieść o dwóch psach", "Zapiski do historii choroby" oraz "Pokój nr 19".  Wszystkie utwory są warte przeczytania, ale tytułowy "Pokój nr 19" zrobił na mnie największe wrażenie.

Lata sześćdziesiąte XX wieku. Poznajemy Zuzannę Rawlings, mieszkającą wraz z mężem, dziećmi i pomocą domową w ładnym domu z widokiem na drzewa i rzekę. Obrazek idealny. Ile w nim prawdy? Zuzanna doskonale pełni swoją rolę aż do dnia, kiedy dzieciaki idą do szkoły. Perspektywa czasu wolnego, możliwość spędzenia go tylko we własnym towarzystwie powodują w życiu Zuzanny wyłom... co z tego wyniknie, przeczytacie.

Poznajemy wnikliwe studium kobiety, która w dorosłości po raz pierwszy odkrywa potrzebę autonomii, odgraniczenia się od innych, poszukiwania własnej indywidualności. Ten sam temat, tylko w szerszej formie Lessing porusza w powieści: "Lato przez zmierzchem".

Opowiadanie przywodzi też na myśl bohaterkę "Godzin" Cunninghama - Laurę Brown, szukającą wolności w samotnych chwilach spędzonych na lekturze "Pani Dalloway" w pokojowym hotelu...  I esej "Własny pokój", w którym Virginia Woolf pisze o warunkach niezbędnych do pisarstwa - minimum bezpieczeństwa finasowego i pokój, w którym można zawsze zamknąć drzwi.

Tomy opasłe i tysiące stron napisano o zauroczeniu, miłości, o kobietach tęskniących za mężczyznami i tychże poszukujących, a tak niewiele o poszukiwaniu siebie i własnej tożsmości. A jeśli nie znam siebie, to jakie mam szanse na sensowny związek z drugą osobą?  Doris Lessing mądrą pisarką jest i wie, co w życiu ważne.

A to do kolekcji cytatów - o samotności, czyli byciu ze sobą:

Nie była już panią wielkiego białego domu i ogrodu, właścicielką mnóstwa strojów na różne okazje. Była panią Jones i była sama, i nie miała ani przeszłości, ani przyszłości. "Oto po tylu latach małżeństwa i wychowywania dzieci - myślała - latach najrozmaitszych obowiązków, jestem taka sama. Zdarzało mi się myśleć, że nic ze mnie nie zostało prócz tych różnych ról, jakie mi narzucała pozycja pani Rawlings. Tak, jestem, jakbym nigdy nie miała zobaczyć kogokolwiek z rodziny, jakby tak miało być zawsze... Jakie to dziwne!" I wychylała się z okna, patrząc na przechodzących ludzi z miłością, bo jej nie znali. Patrzyła na zniszczone budynki po drugiej stronie ulicy, na niebo wilgotne i zbrukane, a czasem błękitne, i czuła, jakby nigdy dotąd nie widziała budynków i nieba. A potem wracała na fotel, czując w sercu pustkę. Czasem wypowiadała coś głośno bez związku - jakiś wykrzyknik i uwagę na temat kwiecistego wzoru na dywanie albo plamy na kanapie z zielonej satyny. Przez większą część czasu bujała w obłokach - jak to określić inaczej? - zupełnie bezmyślnie, czując, jak pustka krąży w jej żyłach rozkosznie niczym krew.

Pokój ten stał się jej bliższy niż dom, w którym mieszkała.

niedziela, 10 lutego 2013, roug-ette

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: