Blog > Komentarze do wpisu

Parę słów o kobietach z wrzosowiska...

 

Wprawdzie książkę Ewy Krasowskiej pt. "Siostry Brontë" przeczytałam w zeszłym roku, ale chciałabym, aby po tej lekturze pozostał widoczny ślad. W czasie, który upłynął od momentu czytania, wiele detali z biografii pisarek zdążyło się już z pamięci ulotnić, ale prawdopodobnie zostało to, co dla mnie esencjonalne.

Co to takiego? Historia Anne, Emily i Charlotte, które dorastają na prowincjonalnej XIX - wiecznej plebanii, z dala od miejsc pulsujących życiem. Mam wrażenie, że los na wielu płaszczyznach okazał się dla nich surowy – chłodny klimat, śmierć matki, postępujący nałóg brata... . W tamtych czasach sam fakt urodzenia się dziewczynką już w istotny sposób ograniczał możliwości rozwinięcia skrzydeł. A one pomimo wszystko, miały swoje talenty i marzenia, za którymi chciały podążać. I były w tym niestrudzenie konsekwentne. W dzieciństwie wraz z bratem spędzały czas przy domowym stole, wymyślając wiersze i opowieści o wspólnie wykreowanym fantastycznym świecie. Z czasem zaczęły pisać własne autorskie fabuły, które opublikowały pod męskimi pseudonimami. Prawdopodobnie to dzięki temu trikowi mogły zaistnieć w czytelniczym świecie. Nierozumiane i "nieprzystosowne" do współczesnego sobie otoczenia, dzięki swoim utworom, wielokrotnie wznawianym, tłumaczonym i ekranizowanym, nawiązują mentalny kontakt z kolejnymi pokoleniami czytelników...

Magia, a może raczej metafizyka literatury.

Poniżej kilka cytatów z mojego przepastnego notatnika, wizerunki pisarek, lata życia oraz tytuły powieści. Niech inspirują...

 CHARLOTTE:

Charlotte wciąż zwracać się będzie do bliższych i dalszych znajomych z prośbami, by dzielili się z nią opinią na temat jej dzieł. Lecz gdy ci z kolei, potraktowawawszy prośby serio, cokolwiek skrytykują, ona jak lwica bronić będzie swego i nie poprawi w tekście ani przecinka. :)

***

"Kiedy opuszcza mnie nastrój (a właśnie mnie opuścił, nie zechciawszy zostawić łaskawie najmniejszej wiadomości kiedy wróci) (...) odkładam pisanie i czekam na jego powrót. Bóg wie, że niekiedy muszę długo czekać" (Ch. B.)

***

Przez następne półtora roku, z wyjątkiem któtkich odwiedzin u Ellen i równie krótkiej wizyty w Scarborough u grobu Anne, nie ruszała się z Haworth.

Pisała "Vilette".

 (1816-1855; Dziwne losy Jane Eyre, Villette, Shirley, Profesor)

 EMILY:

Jeśli jesteście ciekawi Emily, sięgnijcie po powieść jej siostry pt. "Shirley":

(...) po śmierci Emily Charlotte postanowiła swoim kolejnym dziełem złożyć jej hołd i sportretować (...) taką, jaką by była, gdyby żyła w zdrowiu i dostatku. Wmontowała ją więc w fabułę, gdy pierwsza część była już napisana.

 

(1818 – 1848; Wichrowe wzgórza)

 ANNE:

Kiedy współcześni Anne krytycy zarzucali jej "niezdrowe upodobanie do brutalności i gwałtu" (jak rozumiem, w fabułach powieści:) ), odpowiadała:

Ach, czytelniku! Gdyby mniej było wokół owego delikatnego zakrywania faktów – tych szeptów "Spokojnie, spokojnie", gdy spokoju nie ma, mniej grzechu i cierpienia doznawaliby młodzi ludzie, których zostawia się, by swoją gorzką wiedzę wynosili z własnych doświadczeń.

(1820 – 1849; Agnes Grey, Lokatorka Wildfell Hall).

I na koniec cytacik dotyczący Charlotte, ale dedykuję go w formie życzenia Wszystkim, którzy cokolwiek piszą/ marzą o pisaniu:

Wydawcy działali bardzo szybko. Już pod koniec września pisarka otrzymała próbne odbitki do korekty.

Niech się spełnia... :)

 

piątek, 11 stycznia 2013, roug-ette

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: